STReFA – bydgoska kawiarnia z wielkim potencjałem!
0

Bydgoszcz jest na tyle dużym miastem, że za każdym razem gdy wybieram się do centrum, to potrafi mnie jeszcze czymś zaskoczyć. Tak też było i tym razem. STReFA to kawiarnia, która w mieście jest od kwietnia 2013, ale nigdy wcześniej nie miałem okazji jej sprawdzić, może dlatego iż zazwyczaj czekam jakiś czas, by lokal rozwinął skrzydła, bądź wykończyła go konkurencja. Na szczęście w tym przypadku o konkurencji nie ma co mówić – bo ile w Bydgoszczy jest naprawdę dobrych lokali serwujących kawę czy herbatę nie tylko na wysokim poziomie, ale również w świetnej atmosferze?

Nie mówię tutaj o  Coffee Heaven czy Starbucks , gdzie kawa jest dobra, ale atmosfera już nie taka sympatyczna – może dlatego, iż wszystkie położone są w największych centrach handlowych i jest to po prostu zwykła sieciówka jak mc donald, czy kfc, tyle że zamiast kurczaków pijemy cały czas tą samą kawę jedynie różniącą się smakiem przez dodanie do nich syropów.

STReFA położona jest w malowniczym miejscu – na wyspie młyńskiej. Sam lokal jest niewielki, ale latem można usiąść na leżakach, wsłuchać się w płynącą nieopodal rzekę i po prostu się zrelaksować. W chłodne, zimowe wieczory możemy skorzystać z niewielkiej sali – i może dlatego, że lokal jest nieduży, daje to wrażenie rodzinnej atmosfery. Całość urządzona jest ze smakiem, z wykorzystaniem elementów recyklingowych – kanapa z palet, ze skrzynek po oranżadziew taborety, a z tych po owocach – półki. Po wejściu od razu wita nas zapach świeżo palonej kawy i co chyba najważniejsze – ta rodzinna atmosfera, która nie jest fikcją. Wchodząc do lokalu ma się wrażenie, jakby się przyszło w odwiedziny do starych dobrych znajomych. Ekipa zza lady wita nas gorącym uśmiechem i szampańskim nastrojem. Tuż nad ladą wisi wielka tablica jak zza czasów szkolnych, z wypisanym menu. A tam – ku mojemu zaskoczeniu – oprócz kawy znajdziemy wiele herbat, sałatek, kanapek, deserów itp.

Lampy w kształcie spódniczek, aż zżera mnie ciekawość czy na pewno pod spodem znajdują się żarówki. Całość przesączona muzyką, nadaje temu miejscu magiczną moc. Widać, że ludzie tu pracujący robią to z przyjemności.

Nie jestem znawcą kawy, co więcej nie przepadam za nią specjalnie, ale być w miejscu gdzie specjalnością jest kawa i jej nie spróbować – to grzech. Zamawiam więc kawę – naprawdę jakąkolwiek, aby spróbować. Dostaję więc coś, co nazywa się “naked” – espresso, które w miarę zagłębiania się w jego aromat, zmienia smak – uwierzcie mi – to działa. Szybka instrukcja – kawę pijemy tak jak wino, po prostu mieszamy ją w filiżance, a następnie “siorbiemy” zasysając i kawę i powietrze – to uwalnia ukryte właściwości. Dziwne uczucie, gdy pijesz kawę i z wielkiej mocy jaka czai się w espresso, wyłania się nagle owocowy smak grapefruita – niesamowite!

Co więcej, takie doznanie dostałem zupełnie za free – ot taki starter 🙂 Powiem szczerze, że lepszy niż np. chleb ze smalcem ;).

Jako moje podstawowe “danie” tego wieczoru, poprosiłem o herbatę “cinnamon spicy” – napój pojawił się w mgnieniu oka, filiżanka, a obok w czajniczku napar. Smak rewelacyjny, cena przyzwoita – jeżeli wszystkie herbaty z oferty są tak dobrze przyrządzane, jestem w stanie wydać fortunę za takie smaki. Do herbatki wziąłem również tosta kanapkę z ruccolą, kozim serem i suszonymi pomidorami – zawsze wiedziałem, że proste dania są najsmaczniejsze – tak też było i tym razem. Całość podana na pełnoziarnistym chlebie – paluszki lizać.

Na deser – ciasto marchewkowe – cóż, chyba tego nie trzeba opisywać, lekkie, z dobrze wyczuwalną marchewą, orzechami i na wierzchu prażonym słonecznikiem. Całość świeżutka, pachnąca, po prostu pyszna!

Warto również wspomnieć, że w STReFie możemy sobie pograć np. w scrabble, jenga, monopoly czy też poczytać książki – świetne miejsce na wypad w większym gronie przyjaciół.

Jeżeli ktoś ma ochotę na coś mocniejszego, może wybrać np. grzańca, czy też piwo – a jest tutaj naprawdę duży wybór tego trunku.

Jakby tego było mało, STReFA oferuje dodatkowo tzw. strefę yogi czy też strefę relaxu – a tam masaż, jak również “zabieg” zwany “łaskotki”.

Jest w czym wybierać, co więcej naprawdę warto odwiedzić to miejsce. U mnie ląduje w ulubionych, jako jedno z nielicznych miejsc w których można rzeczywiście się zrelaksować na maksa.

Dla tych co by chcieli dowiedzieć się więcej, zapraszam na stronę STReFY

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.