Indyjskie smaki w Bydgoszczy – restauracja RuBaRu
2

Ostatnio spędzam dość dużo czasu poza domem, jest to spowodowane między innymi pracą, ale również sprawami, które niestety da się tylko załatwić osobiście. Taki tryb życia, niestety nie pozwala na jadanie obiadków w domu, tudzież ich przyrządzanie. Jako że dostałem informacje od mojego kolegi, że od niedawna w Bydgoszczy można zjeść indyjskie żarcie z prawdziwego zdarzenia, postanowiłem wypróbować nowy lokal.

RuBaRu, bo tak nazywa się restauracja, położona jest na ulicy Długiej w samym sercu miasta. Nazwa restauracji jest bardzo widoczna, dla osób przechodzących przez deptak, mimo że sam lokal położony jest nieco w głębi kamienicy, to nie trudno do niego trafić. Tuż przed wejściem do bramy, możemy zajrzeć do menu – to ciekawe rozwiązanie, od niedawna stosowane w Bydgoszczy, a dobrze znane choćby z Warszawy. Od razu wiadomo, czy chcemy coś zjeść, czy nas na to stać i czy w ogóle warto wchodzić do środka.

RuBaRu już na samym wejściu “pachnie” Indiami – przyznam się, że nigdy tam nie byłem, ale oglądając kanały przyrodnicze, można odczuć klimat. Wszystko urządzone ze smakiem, w drewnie i kamieniu, na ścianach rzeźby buddy, gdzieniegdzie posągi słonia, złote lwy,  na podłogach pufy, lokal jest przestronny i ciepły. Można poczuć się jak w domu. Stoły i stoliki odsunięte od siebie dość daleko, więc to też wielki plus, iż nie słychać rozmów. Wszystkiego dopełnia muzyka rodem z Bollywood. Jednakże nie może być tak do końca pięknie, była jedna rzecz która mi się nie spodobała, co uważam za mało higieniczny zabieg – przy każdym stole były sztućce, talerze, kieliszki do napojów – jest to dla mnie niestety fe – dla czego? O tym na końcu wpisu.

Zamówiliśmy sobie 2 dania z kurczaka, jedno o nazwie: Murghi Tikka Masala – czyli potrawa z kawałków piersi kurczaka grillowanych w piecu tandoor w sosie ze świeżej śmietanki, pomidorów oraz mieszanki przypraw indyjskich, a także Murghi Madras – kurczak (według RuBaRu) w bardzo ostrym sosie curry, z cebulą, papryką oraz czerwonymi papryczkami chilli pochodzące z okolic Madras w południowych Indiach. Do tego 2 porcje ryżu Plain Basmati, oraz dzbanek wody mineralnej. Miłe zaskoczenie – na potrawy czekaliśmy około 15 minut. W tym czasie obsługa przyniosła dzbanek wody, a w nim cytryna oraz mięta – choć nie ukrywajmy, mięty na taką ilość wody było stanowczo za mało.

Samo danie zostało przyniesione w “zgrabnych” miseczkach, tzw. “ręczna robota”, wykuwane. Dodatkowo, mięsiwo na podgrzewaczu, więc nie było mowy o wystygnięciu. Ryż sypki, długoziarnisty – widać że nie pierwszy lepszy, a rzeczywiście typu “basmanti”, świetny w smaku,  nie nachalny. Murghi Tikka Masala, smakowała jak dla mnie jak zwykły “paprykarz” z kurczaka, słodka papryka, cebulka, kurczak, pomidory, kilka przypraw – nie było to złe, ale moim zdaniem zbyt mało wyraziste. Kurczak bardzo soczysty, składniki z pewnością świeże, jednakże spodziewałem się większych “doznań” smakowych.

Murghi Madras natomiast w oznaczeniu miało cztery papryczki, najostrzejsze danie jakie znajdowało się w karcie i tutaj niemiłe rozczarowanie – spodziewałem się łez, szlochania, “palenia dupy”, a tu “jedynie” przyjemna ostrość. Fakt – moje przygody z ostrymi smakami są na tyle długie, że część kubków smakowych, mogła już zostać zwęglona. Moja kompanka stwierdziła, że potrawa jest naprawdę ostra. Smak samego dania, nie uwzględniając ostrości, był naprawdę dobry, wyczuwalne aromaty curry, chrupiące warzywa (słodka papryka), cebulka, soczysty kurczak i świeże pomidory – to łączyło się w rewelacyjną całość, zabrakło papryczek madras, fakt było kilka ziaren. Miało charakter, mimo tego iż było dla mnie tylko pikantne. Cóż więcej mogę powiedzieć o RuBaRu? Restauracja godna polecenia, zarówno pod względem unikalności, jak i wyboru dań. Przerażać mogą jedynie ceny – danie główne zaczyna się mniej więcej od 20 zł, do tego trzeba doliczyć ryż (najtańsza wersja to 6 zł/porcję).

Wracając jeszcze do rozłożonej “zastawy” na stoliku, przeraża fakt, że mimo iż skorzystaliśmy tylko z dwóch kompletów talerzy i noży, pozostałe nie zostały wymienione – siedzieliśmy przy stoliku 4 osobowym, ale w końcu Indie nie należą do czystych krajów, więc może i to było swego rodzaju nawiązaniem.

Zdjęcia w tym artykule pochodzą ze strony www.rubaru.pl.

2 myśli nt. „Indyjskie smaki w Bydgoszczy – restauracja RuBaRu

  1. avatargin

    No to będę wiedziała, gdzie się wybrać, jak będę w domu 🙂
    Co do ostrości – zauważyłam, że dla mnie takie właśnie ostre dania są tylko lekko pikantne, ale wielu osobom palą gardła. To chyba kwestia przyzwyczajenia 🙂 A, bądźmy szczerzy, w restauracji nie mogą podać czegoś, czego 9 na 10 klientów nie będzie w stanie przełknąć…
    Sztućce mnie nie dziwią – tutaj to normalne. Jest to chyba kwestia swoistego zaufania do klienta – przecież nie obliżesz widelca i nie odłożysz na miejsce, prawda…? Ja przynajmniej tak nie robię… 😉

    Odpowiedz
    1. avatarŁukasz Wilkowski Autor wpisu

      Ja również nie oblizuję i nie odkładam, o ile lokal ufa swoim klientom to chyba ja nie koniecznie muszę. Co do ostrości to wiadomo, że większość potraw robionych jest pod europejskie podniebienie – podejrzewam, że w przypadku ludzi, którzy odwiedzają restaurację 80% nie byłoby w stanie przełknąć indyjskiej mega ostrości.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.