Sushi Tokyo – zestaw Maki
1

03 września 2014

Sushi coraz śmielej zagląda na półki supermarketów. Gotowe czeka na nas, wystarczy po nie sięgnąć i od razu możemy cieszyć się gotowym daniem. Czy danie z lodówki może konkurować z potrawą przyrządzoną przez wprawnego sushi mastera? Nigdy, nie oszukujmy się. A czy nada się jako substytut sushi, gdy żadnej restauracji nie ma w pobliżu?

Firm sprzedających gotowe sushi jest kilka. Ja wybrałem akurat tę bez jakiegoś konkretnego powodu, po prostu była. Natomiast tekst ten można spokojnie odnieść do całej reszty, bo różnic żadnych nie ma. Wyjątkiem jest sushi z Biedronki, w którym… znalazłem kawałek kartonu. Zawinięty. W nori. Bleh. Ok, lecimy. Prezentowana na zdjęciach tacka to wydatek 18 zł. Co znajdziemy w pudełku:

  • 3 x maki łosoś zapiekany na ostro
  • 3 x kalifornia maki łosoś marynowany z koperkiem lub szczypiorkiem
  • 3 x kalifornia maki surimi – paluszek krabowy, ogórek lub rzepa z masago-ikra
  • 2 x maki łosoś marynowany, szczypiorek lub koperek
  • 2 x wegetariański
  • 4 x hosomaki (ogórek, rzepa lub papryka
  • zestaw zawiera także sos sojowy, imbir, wasabi oraz pałeczki

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Całość w gustownym białym opakowaniu skrywającą typową tackę, na której susharnie podają sushi na wynos. I lecimy po kolei.

Maki z łososiem zapiekanym na ostro – plus za spory kawałek ryby, minus za brak smaku. Ostry? Zapiekany? Nie bardzo.

Kalifornia łosoś ze szczypiorkiem – tu już trochę lepiej. Ryba ma już jakiś smak, jest znośnie.

Kalifornia maki z surimi – surimi, najpopularniejszy składnik tanich sushi. Całość w ikrze. Super, niestety jest to tak pościskane, że za każdym razem się po prostu rozwala, bo nasze maki poprzyklejały się do sąsiadów. A w smaku – nic specjalnego.

Łosoś maki – niestety skleiły się i rozpadły, w smaku jak reszta.

Wegetariańskie – o, nie było w opakowaniu…

Hosomaki – zjadłem i tyle mogę o nich powiedzieć.

 

Jak widzicie – całość mocno średnia. Plus – cena. I tyle. Minus – wykonanie, niedopuszczalny ścisk w opakowaniu, mało wasabi, smak albo żaden, albo słaby. Ogólnie nic specjalnego. Ale. Jedno ale. Twór ten  kupuję, gdy mnie wyjątkowa ochota na sushi najdzie, a nie mam czasu jechać na prawdziwe, albo w miejscowości, w której jestem, sushi po prostu nie dostanę. To taka tania namiastka, którą, co by nie mówić, można się najeść. I w tej roli to faktycznie się sprawdza – kupujemy w markecie i od razu jemy. Nie trzeba podgrzewać itp, produkt od razu nadaje się do spożycia. Bez och i ach

Całość porządnego sushi nie zastąpi, ale raz na jakiś czas można po to sięgnąć, jeśli odpowiednio obniżymy nasze wymagania.

Natomiast oczywistego g*wna jakim jest sushi mrożone nie planuję nawet do ust wkładać.

 

Jedna myśl nt. „Sushi Tokyo – zestaw Maki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *