Papryczka Habanero
1

Ostrość w potrawach to coś, co w dużej mierze poprawia mi humor. W teorii im bardziej ostre tym lepsze, jednakże każda ostra przekąska powinna mimo wszystko mieć jakiś smak, bo równie dobrze można jeść potłuczone szkło, czy żyletki które są bez smaku jakiegokolwiek. Gdy kolejny raz sięgam po coś pikantnego zastanawiam się po co to robię – są przecież produkty, po których można naprawdę zapłakać, a jak jeszcze do tego dojdzie nie tylko teoria, ale i praktyka „ostre żarcie pali dwa razy”, to człowiek zastanawia się dla czego kolejny raz sięga po tego typu wynalazki.

Znam ludzi dla których ostry jest ketchup, znam też również tych, którzy piją tabasco, sriracha czy inne „mocne wynalazki”- myślę, że tego typu doznania trzeba lubić – nie raz po spożyciu występują przecież takie objawy jak ból głowy, potliwość, łzy czy nawet wymioty. Jest to pewnego rodzaju doznanie, którego nie da się tak do końca opisać słowami – trzeba po prostu spróbować – powie to każdy, który w jakimś stopniu uznaje się za chilihead’a.

Dziś chciałbym opisać papryczkę habanero – warzywo, które swego czasu było jednym z najostrzejszych na  świecie, w skali Scotvile zawiera 100 000 – 500 000 jednostek, czyli naprawdę sporo. Dla większości ludzi jest nie do zjedzenia w stanie surowym, a papryka wielkości około 2-3 cm jest w stanie zaostrzyć potrawę o masie około 4 kg. Najczęściej dodawana do sals, gulaszy i sałatek. Od jakiegoś czasu dostępna na wagę w marketach „Piotr i Paweł” w cenie 39,90 zł/kg – czyli nie tak dużo, patrząc na to pod względem wydajności ów warzywa.

Papryczka habanero którą ja zakupiłem, miała długość około 3 cm, średnica około 2 cm i kosztowała „aż” 0,40 zł. Długi czas na nią polowałem, oczywiście w innych marketach jest również, ale pakowana zazwyczaj po około 25 dag – czyli około 8 papryczek – co można zrobić z taką ilością?

Pewnie znajdzie się ktoś, kto powie ZJEŚĆ. Oczywiście, że można, ale lepiej kupować co jakiś czas w mniejszej ilości, niż później robić coś na siłę. Ale nie o tym miał być wpis 🙂

Paprykę konsumowałem z kolegą Szymonem, który również lubi wszelakie doznania kulinarne – co więcej, ma też świetne przepisy. Do całości przygotowaliśmy się tak jak powinniśmy, czyli krojenie w rękawiczkach gumowych, w razie czego maślanka tudzież suchy chleb żeby całość zagryźć. Jakie odczucia nam towarzyszyły – zdziwienie. Prawda jest taka, że człowiek spodziewa się większego kopa ostrości, a ta ostrość była całkiem przyjemna.

Nie ukrywam – jedliśmy po małym kawałeczku, ale gdybym dziś miał spróbować – pewnie również zjadłbym po kawałku – w końcu jestem człowiekiem, a nie masochistą.

Odnośnie samych odczuć, zapraszam do obejrzenia poniższego filmiku, bezpośrednio z degustacji. Film bez jakiejkolwiek obróbki, więc i odczucia realne.

Jedna myśl nt. „Papryczka Habanero

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *