Kurna Chata Świnoujście
2

Urlop w Świnoujściu to nie tylko spacery, jod w powietrzu i leżenie na plaży, to dla mnie również podróż kulinarna. Jednakże w każdej podróży dochodzimy do wniosku, że warto by wrócić do sprawdzonych smaków – można by powiedzieć „kuchni jak u Mamy”. Kurna Chata to jedna z tych restauracji, gdzie króluje właśnie ta idea – smak dzieciństwa i beztroski, coś, na co niewiele innych miejsc może sobie na to pozwolić nie tylko z racji panujących trendów, ale myślę, że z braku wspomnień.

Kurna Chata położona jest przy jednej z dróg prowadzących na plażę, z zewnątrz wygląda bardzo podobnie do wielu innych miejsc kulinarnych, położonych na mapie Świnoujścia. „Firmowe” parasole znanych browarów mogą nie zachęcać, jednakże gdy tylko zajrzymy za drewniane ogrodzenie, naszym oczom ukazuje się chata z prawdziwego zdarzenia. Całość urządzona w stylu wiejskim, kojarzy mi się ze słowiańskim stylem. To tak jakby z miasta wchodzić w zupełnie inny wymiar, w bardzo pozytywnym tego słowa znaczeniu.

W środku pachnie suszonymi ziołami i kwiatami, na ścianach malowidła, na barze przedmioty z epoki, przetwory. Personel ubrany „tematycznie” – na pierwszy rzut oka może wydawać się, że to przerost formy nad treścią, ale z każdą chwilą człowiek uświadamia sobie, że tak właśnie było, kiedy jeździło się np. do kuzynostwa na wieś i całość powoduje, że nagle zaczynamy odpoczywać.

Karta dań dość obszerna, ale dania większości z kuchni polskiej – zresztą taki był zamysł – dużo i dobrze. Dania dobrze opisane, proste, bez dziwnych nazw typu „wołowina pod siodłem tatara przez drogę ugniatania” – napisane przejrzystym prostym językiem – o to chodzi, w końcu przychodzę coś zjeść, a nie czytać poezję 😉

Do Kurnej Chaty trafiliśmy wieczorem, ale lokal z zewnątrz jest dobrze oświetlony, więc nie było z tym problemu. Zamówiłem zupę rybną, tatar oraz lokalne piwo, żona została przy herbacie. Na napoje nie trzeba było długo czekać, po kilku chwilach były u nas na stole. Zupa rybna wylądowała po około 10 minutach – jak dla mnie mega szybko, tym bardziej, że w lokalu panował naprawdę duży tłok.

Zupa bardzo gęsta, gorąca, z warzywami i dużymi kawałkami ryb. Pikantna, ale nie ostra, wszystkie smaki dobrze łączyły się ze sobą. W smaku i kolorze przypominała mi zupę ucha.

Po tej rozgrzewce i świetnym smaku czekałem na więcej i nie pomyliłem się. Tatar podany na dużym drewnianym półmisku pod kieliszkiem martini z charakterystycznym dołeczkiem na środku na żółtko. Rzecz jasna żółtko jajka było – na odwróconej podstawie kieliszka. Wokół pokrojona w idealną kostkę cebulka i ogórek konserwowy, a także kawałek masełka. Chleb podany w osobnym pojemniczku – powiem szczerze, że pieczywo było najsłabszym ogniwem, spodziewałem się czegoś wypiekanego na miejscu – jednakże tak czy siak świeże kawałki.

Samo mięso idealnie rozdrobnione, świetnie doprawione – po dodaniu ogórka i cebulki, a także żółtka – nic więcej do szczęścia nie było mi potrzebne. Porcja dla prawdziwego łasucha, jestem ciekaw czy każdy klient zjada całość, jeżeli zdarzają się niedojedzenia, to proponuję wprowadzić porcję dużą i małą 🙂 bo szkoda marnować pozostałej wołowiny. Wieczór zakończył się bardzo pozytywną rozmową z właścicielem – notabene bardzo sympatyczny człowiek, pasjonat sztuki kulinarnej, aż żałuję, że nie mogliśmy dłużej podyskutować.

Następnego dnia stwierdziliśmy, że tym razem wciągniemy tam obiad i tak żona zamówiła pierogi z kapustą i grzybami, okraszone boczkiem z cebulą (mniejszą porcję), ja natomiast żurek oraz kotlet z ziemniakami.

Całość podana bardzo szybko – czytałem gdzieś opinie, że w restauracji czeka się na dania bardzo długo – byliśmy tam 3 razy i za każdym razem, kuchnia wydawała wszystko w błyskawicznym tempie, co było aż dziwne, bo praktycznie w porze obiadowej pęka w szwach.

Pierogi w cienkim cieście, bardzo wypełnione farszem, w smaku wyraziste z „rosołkiem” w środku, nie ma się co dużo rozczulać – pyszne i warte każdych pieniędzy.

Żurek z gotowanym jajkiem w środku, zupełnie inny niż ten który ja robię, ale nie zmienia to faktu że pyszny, lekko kwaśny, z umiarkowaną ilością czosnku. Doprawiony tak, że nic więcej mu do szczęścia nie potrzeba (można wybrać opcję „w chlebie”, którą też próbowałem – chleb pyszny, zjadłem cały :D)

Kotlet z pieczonymi kartofelkami i surówkami – wielka sztuka, ale nie na zasadzie mięsa rozbitego na grubość 2 mm i panierka 1.5 cm – jeżeli lubicie takie schaboszczaki, to niestety Kurna Chata nie jest miejscem dla Was. Tutaj mamy spory kawał schabowego, z doprawioną panierką (tak, według mnie jest to jedyny słuszny sposób na podkreślenie smaku mięsa – nie doprawiamy schabowego, a jajko, które wchodzi w skład panierki, wtedy mamy pewność, że mięso będzie jedynie podkreślone smakiem przypraw) – zresztą sól, pieprz i koniec. Usmażone na świeżym tłuszczu, do tego ziemniaki podpiekane – pycha! Buraczki potarte na grubej tarce, słodkie i świeże. Marchew potarta na drobnej tarce i surówka z pora – prosto, smacznie i tak właśnie powinno być. To kolejne potwierdzenie na to, że w porze obiadowej trudno tam o stolik, bez wcześniejszej rezerwacji.

Całość tego wszystkiego dopełnia nienachalna muzyka, a także obsługa, która jest zawsze uśmiechnięta, skłonna do pomocy i udzielenia szybkiej i konkretnej informacji.

Podsumowując cały wpis – miejsce godne polecenia, szczególnie dla osób, które tęsknią za domowym obiadem i swojskim smakiem.

Rozsądne pieniądze, duże porcje pełne smaku, miła obsługa, kuchnia prowadzona z pasją – tak mogę w krótkim zdaniu powiedzieć o Kurna Chata – wpisuję na listę ulubionych miejsc i nie omieszkam wybrać się tam przy kolejnej wizycie w Świnoujściu.

2 myśli nt. „Kurna Chata Świnoujście

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *