Czosnek i Oliwa -Restaurant&Bistrot – nowe miejsce na mapie Bydoszczy
1

Zazwyczaj do nowych miejsc podchodzę ze swego rodzaju dystansem. Czekam, aż restauracja się rozwinie, „popracuje” w branży i doszlifuje. W przypadku tego lokalu, miałem nieodpartą ochotę wybrać się jak najwcześniej. Być może skusiły mnie zajawki na instagramie, tudzież sprawdzenie czy nowy najemca nie popełni tego samego błędu co poprzedni właściciel.

 

Czosnek i Oliwa – Restaurant & Bistrot” to pięknie urządzone miejsce, w sam raz na spotkanie ze znajomymi. Wnętrze przestronne, wykończone ze smakiem. Po wejściu wita nas obsługa i prowadzi do stolika – warto go wcześniej zarezerwować, gdyż lokal mimo młodego wieku, jest bardzo oblegany. Po chwili otrzymujemy kartę dań (i tutaj duży plus – to samo menu znajduje się na stronie, więc wcześniej możemy spojrzeć czy któreś z dań będzie nam odpowiadało) i tradycyjną propozycję „czegoś do picia”. Pozycji w karcie jest niewiele, ale na tyle różnorodne, że większość znajdzie coś dla siebie. Dodatkowo przy wejściu kredowa tablica z informacją odnośnie potraw Szefa Kuchni, obowiązujących danego dnia.

Śmiało mogę stwierdzić, że niektóre propozycje zakrawają o kuchnię fusion – co bardzo cieszy.

Pierwszy raz odwiedziłem restaurację po około 2 tygodniach od otwarcia – miłe zaskoczenie, lokal pękał w szwach, więc od razu na myśl przyszło jedno – świetna kuchnia. Do Czosnku i Oliwy wybraliśmy się ze znajomymi. Rezerwacja bezproblemowa, gwarantowała nam miejsce w dużej sali – można określić ją jako oranżerię, z dużymi oknami na podwórze restauracji. Mimo zapełnionych stołów, akustyka miejsca jest rewelacyjna – przy swobodnej rozmowie, nie zostaliśmy zagłuszeni rozmowami z sąsiednich stolików.

Na plus zasługuje szybkość obsługi – mało jest lokali z taką dynamiką – mili, uśmiechnięci pełni zapału do pracy ludzie, przede wszystkim z dobrą wiedzą o tym, co jest serwowane w restauracji. Do tego duży wybór napojów, w tym lokalne piwa – to zawsze cieszy.

Na pierwszy rzut tego dnia poszły 2 przystawki:

  1. krewetki black tiger – 7 sztuk, w sosie z białego wina, szalotki i chilli – krewetki sprężyste, ze specyficznym „strzelaniem” między zębami – wzorcowe przygotowanie – jednakże mało wyczuwalne chilli, mogłoby go być odrobinę więcej. Całość bardzo zjadliwa, żeby nie powiedzieć, że bardzo dobra
  2. tatar z siekanej polędwicy wołowej – świeżość w każdym calu, dodatków dużo, samo mięso mogłoby być ciut bardziej doprawione. Efekt psuł mi jedynie parmezan – ale zawsze można go zgarnąć na bok.

Jako danie główne wybraliśmy:

  1. tagliatelle – z włoskimi pomidorami, chilli, bazylią czosnkiem i parmezanem – bardzo duża porcja – 400 g, po nawet najmniejszej przystawce, wydaje się nie do zjedzenia. Makaron przygotowany jak swojski nie komponował się dobrze z resztą dania. Sos doprawiony, wyczuwalne wszystkie smaki.
  2. polędwica z dorsza , do tego puree z selera z nutą truflową, sos cytrynowo-szafranowy, boczniaki – pięknie zaserwowany talerz, aż żal niszczyć całą kompozycję. Pachnące i aromatyczne danie, ryba nie przytłoczona smakiem pozostałych dodatków. Spora porcja, dla każdego łasucha. Dorsz nie przesmażony, soczysty – brakowało mu trochę soli. Sosu jak zawsze artystycznie, więc dla mnie ciut za mało. Puree gładkie bez grudek, nie pasowała mi trufla, ale może dlatego iż nie przepadam za jej specyficznym smakiem. Boczniaki dobrze podsmażone i przyprawione. Całość kompozycji smakowej na wysokim poziomie.

Warto wspomnieć, że restauracja serwuje startery w formie palonego masła (ale nie takiego, które widzicie na półkach sklepowych, a masła które sami wytwarzają), o aksamitnej teksturze z wyczuwalną nutą orzechową (efekt po wcześniejszym „paleniu”), do tego własne wypieki  np. czarny chleb, czy też pieczywa z dodatkiem papryki itp. Wypieki można zjeść albo z masłem, albo z aromatyczną oliwą czosnkową.

Nim opiszę dany lokal na blogu, zawsze staram się w nim zjeść przynajmniej dwukrotnie. Jako iż ten bardzo mnie połechtał kulinarnie, dwa dni temu postanowiłem zjeść tam nieco inne przysmaki.

Na pierwszy rzut poszedł rosół wołowy z pielmieni z mięsem i warzywami – rosół klarowny, ale bez oka tłuszczu jest dla mnie podejrzany, jednakże w smaku był dobry – chociaż po raz kolejny brakowało mi przypraw – niestety na stole ich nie ma, rzecz jasna można poprosić o to obsługę, ale wydaje mi się, że podstawa w postaci soli i pieprzu powinna znajdować się na każdym stole. Palony por wyczuwalny, nadawał takiego samego aromatu jak przypieczona cebula. Nadzienie pielmieni bardzo dobrze doprawione – czosnek, świeżo zmielony pieprz – może ciut za suche jak dla mnie, ale smak zatarł ten mały drobiazg.

Danie główne to stek krwisty, z ziemniakami, aioli i rukola z grillowaną papryką – za ten stek dałbym się pokroić. Mięso idealnie usmażone, po przecięciu soczyste, krwiste. Dobrze przypieczone z zewnątrz, ale nie spalone. Mięso o takiej jakości nie musi być doprawione, ono broni się swoją świeżością – dla mnie było idealne. Ziemniaki pokrojone w łódeczki, wydawały się być najpierw lekko ugotowane, a dopiero później wrzucone na tłuszcz. Rukola z papryką zwykła, bez przysłowiowego „wow”, nie doprawiona żadnym smakiem. Sos aioli bardzo delikatny. To jedno z tych dań, które identyfikuje restaurację i dla którego będę tam wracał.

Żona zażyczyła sobie tego popołudnia owoce morza – konkretnie mule w sosie śmietanowym na bazie wina, cebuli i chili. Muszle dobrze wyczyszczone, pachnące. Mało wyczuwalne chilli, za to dobrze słodycz cebuli. Do całości podane grzanki. Oczywiście woda z cytryną do przemycia palców.

Popołudnie zwieńczyłem polecaną wszędzie bezą pavlova z sosem z mango i marakui.  Tutaj lekkie rozczarowanie, deser pachnący, ale beza która według mojej oceny powinna być chrupiąca na zewnątrz i „piankowa” w środku, była chrupiąca w całej strukturze. Sos świetnie wykonany, nie za słodki, sama beza też bez wielkiej ilości cukru – gdyby nie ten środek, to śmiało mógłbym rzec, że to deser na piątkę.

Podsumowując – restauracja w moim odczuciu ze średniej półki cenowej, jednakże smak podawanych potraw tuszuje wydane pieniądze. Na plus obsługa, niebanalne podejście do smaku, miejsce. Na minus brak podstawowych przypraw na stole i serwetek. Ceny mogłyby być niższe. Mimo wszystko „Czosnek i Oliwa – Restaurant & Bistrot” wpisuje na listę ulubionych miejsc, zarówno na spotkanie biznesowe, ze znajomymi czy obiad/kolację we dwoje.

Świetne miejsce, by odpocząć od zgiełku dnia codziennego.

 

Jedna myśl nt. „Czosnek i Oliwa -Restaurant&Bistrot – nowe miejsce na mapie Bydoszczy

  1. avatarMarta

    Byłam, posmakowałam i dziękuję. Drugi raz na pewno nie przyjdę choć bardzo podoba mi się sam lokal. Natomiast samo jedzonko bez szału. Knajpa powinna raczej mieć innà nazwę bo ta jest bardzo mylàca. Z czosnkiem i oliwà wspòlnego ma tylko starter reszta jest raczej amerkańska ( żeberka po amerykańsku, steki, zupa krem z kukurydzy itp.). Potrawy albo za słodkie albo za słone. Długi czas oczekiwania na realizację zamòwienia. Do tego jest tam za gwarno i czuje się lekkà nerwowość wśròd kelneròw pewnie ze względu na nieproporcjonalnà liczbę obsługi w stosunku do klientòw. Mało miejsc parkingowych. Nie polecam

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *