Archiwa autora: Łukasz Wilkowski

avatar

O Łukasz Wilkowski

Na co dzień walczę z komputerami, niesfornymi użytkownikami sieci oraz ich problemami. W wolnym czasie gotuję, zwiedzam restauracje i bary, oraz testuję dla Was dziwne kulinarne wybryki. Całość fotografuję i opisuję na stronie.

Cafe Rongo – kawiarnia z prawdziwego zdarzenia

Nie wiem jak to jest, ale przy tegorocznym wyjeździe, trafiam na znakomite miejsca. 16 sierpnia jest dla mnie wyjątkową datą i chciałem ten dzień również w ten sposób spędzić – wybrałem cafe rongo w Świnoujściu, po przeczytaniu mnóstwa opinii chyba nie mogło paść na inną kawiarnię…

Do Rongo trafiliśmy około południa – świetna lokalizacja, dosyć miejsca zarówno na zewnątrz jak i w środku. Niby przy głównej ulicy, jednak całość zorganizowana w taki sposób, że zupełnie tego nie czuć. Na zewnątrz zadaszenie w postaci markizy, stoliki kilku osobowe z kocami – to jakby komuś było za zimno :). W środku natomiast stylowe kanapy, poduchy i wielka witryna z niesamowitymi ciastami. Od samego patrzenia leci ślinka!

Na ścianach zdjęcia – widać, że wybrane, dla każdego musiały znaczyć wiele.

Obsługa dyskretna, ale zarazem bardzo pomocna – zjawiła się w odpowiednim momencie. Zamówiliśmy wino, kawę mrożoną, cappuccino, mini tartę i sernik na zimno. Już po chwili (dosłownie 5 minut) zjawiła się obsługa z winem, zaraz potem pojawiła się kawa i ciasto. Niby nie można napisać o takiej kawiarni zbyt wiele – garstka obsługi, miłe miejsce – ale jednak jest coś co ciągnie Ciebie tam drugi raz – atmosfera – niby nic, a jednak to coś, co sprawia że każdy kolejny łyk kawy, czy też kęs ciasta poprawia Tobie nastrój – tak też jest w tym przypadku!

Będąc tam, masz wrażenie że zatrzymał się czas – chciałbym tam spędzać całe dnie, widać że pracownicy nie są tam za karę, ale dlatego że lubią to co robią. Poruszają się po kawiarni z lekkością wiatru – nie, nie przesadzam tym stwierdzeniem, jedynie utwierdzam się w tym, że oni naprawdę tam są – nie zauważalni, jednak zawsze uśmiechnięci i zadowoleni, chętni by doradzić pysznej kawy, tudzież świetnie przygotowanego ciasta.

Samo ciasto – co tu dużo mówić, niebo w gębie to za mało, lekkie, puszyste, przy tym świetnie zrównoważona słodycz z ew. kwaśnością owoców. Piękna dekoracja, nie narzucająca aromatu, nie tłumiąca smaku – jeśli grzeszyć to tylko w Cafe Rongo!

Ceny – wbrew pozorom nie z kosmosu, mimo iż smak rewelacyjny. Świetne miejsce na spędzenie czasu we dwoje czy też w większym gronie. Jeżeli więc nie masz pomysłu na słodkie popołudnie to Cafe Rongo jest dla Ciebie.

Polecam i dodaję do mapy ulubionych miejsc, za radość, która płynie od osób tam pracujących, profesjonalną obsługę, smak, a także aromat świeżo palonej kawy unoszący się w powietrzu!

Prochownia w zabytkowym forcie z 1853 r.

„W niezwykłym, zabytkowym forcie z 1853 roku w którym wciąż jeszcze pachnie prochem.” Takimi słowami zaczyna się opis na stronie Restauracji Prochownia – mnie osobiście prochem nie pachniało, za to pysznymi potrawami….

Urlop to czas kiedy nie tylko staram się wypocząć, od zgiełku codziennych spraw, ale również odwiedzić nowe miejsca – mając na myśli nowe miejsca, mówię w szczególności o ciekawych miejscach kulinarnych. Przy kolejnym dniu zwiedzania zabytków Świnoujścia, trafiło na forty – fort Anioła i fort zachodni to dwa miejsca, które na mapie atrakcji miasta naprawdę warto odwiedzić, jednakże nie o tym będzie ten wpis, a o restauracji, która uwiodła mnie nie tylko położeniem, a przede wszystkim smakiem jaki zaoferowała. Do restauracji można trafić praktycznie na 3 sposoby – samochodem – mają swój parking, rowerem (miasto posiada bardzo dużo ścieżek rowerowych), a także pieszo. Nie jest to trudne, wystarczy kierować się na wspomniane wyżej forty. Możemy również dojść od strony plaży – fakt, że nie zauważyłem żadnych drogowskazów, ale dla osób potrafiących korzystać z dobrodziejstwa internetu nie będzie to stanowiło problemu.

Pewnie zauważyliście, iż skupiłem się na dojściu do Prochowni, zamiast przejść do sedna sprawy – tylko dlatego, że naprawdę warto tutaj przyjść!

Z zewnątrz lokal nie wydaje się duży, w środku śmiało można zmienić zdanie. Całość urządzona bardzo klimatycznie, nie ma elementów nie spójnych całości. W restauracji panuje mrok, ale stoliki są dobrze doświetlone – całość daje niesamowite wrażenie epoki. Na zewnątrz kilkanaście stolików, oraz dobrze ukryta mała scena – Prochownia organizuje muzykę na żywo, o czym możecie dowiedzieć się na ich fanpage’u.

Razem z Żoną wybraliśmy miejsce na zewnątrz – temperatura powietrza, piękna pogoda, drewniane ławki. Niestety trafiliśmy na dziwną porę, gdzie nie można było nic zamówić z kuchni (15:30-17:30) – wiązało się to chyba z właśnie trwającymi urodzinami w środku – żeby nie było wątpliwości – na „potykaczu” była zamieszczona informacja, że kuchnia w tym czasie nie jest czynna. Zamówiliśmy więc po piwku – całkiem spory wybór tego trunku – u nas padło na Grimbergen – notabene wybrałem sobie set 3×0.15l (blonde, double, blanche) – podpasowało mi to ostatnie, z racji kwaskowatego i orzeźwiającego smaku, w sam raz na słoneczną pogodę tego dnia. Na zamówienie nie trzeba było długo czekać, kelnerka pojawiła się w mgnieniu oka.

Poprosiliśmy też o kartę dań i tutaj mega zaskoczenie – w karcie nie ma 50 pozycji, jest dosłownie po 4-7 z każdego działu. Przekąski, zupy, dania rybne, kuchnia polska, sałatki itp. W rzeczywistości daje to poczucie świeżości każdej z przygotowywanych potraw, a także to, że nie spędzimy pół dnia decydując się na którąś z potraw – dziwię się, że inne restauracje nie biorą przykładu z Prochowni.

Przy okazji zamawiania kolejnego piwa, chcieliśmy zamówić obiad – niestety jak się okazało, zamówienie będzie dopiero przyjmowane od 17:30 – i tutaj dość duży minus, bo byliśmy świadomi, że kuchnia jest czynna dopiero od podanej godziny, ale jakie to ma znaczenie dla przyjęcia zamówienia? No cóż, poczekaliśmy do wybranego czasu i pani kelnerka przyszła spisać nasze wybory.

Jako iż jesteśmy nad morzem, to warto skorzystać z tego co ono oferuje. Zamówiliśmy więc zupę rybną (na sandaczu, węgorzu i dorszu) 19 zł, kuleczki rybne  (25zł), gołąbki z dorszem w sosie chrzanowym (25 zł). W karcie dań widnieje informacja odnośnie czasu oczekiwania – do 30 minut – my czekaliśmy około 15 na pierwsze danie, tj. zupę rybną.

Zupa w formie rosołu z dużą ilością ryb (naprawdę był tam węgorz, sandacz i dorsz, dodatkowo pojawiły się mini klopsiki), kilka warzyw, świeża nać pietruszki – całość po prostu wspaniała, niczego nie brakowało – idealna porcja, mnóstwo ryb, mnóstwo aromatów – po zupie wiedziałem, że teraz może być tylko lepiej.

Kolejne na stół wjechały „kuleczki” rybne z sosem koperkowym, a tuż obok sałata z sosem winegret (w zestawie były jeszcze ziemniaki pieczone, ziemniaki gotowane, frytki lub kopytka domowe, ale żona zrezygnowała z nich gdyż miała ochotę na coś „małego”) – owe kuleczki okazały się klopsami w ilości sztuk 5 – spore danie, którego nazwa w karcie nic nie zdradza. Klopsy rybne w panierce z bułki tartej, usmażone na świeżym oleju – proszę państwa, czego chcieć więcej? Czuć rybę w smaku, całość dobrze wyrobiona, delikatnie doprawiona, nie tłumiąca podstawowego smaku. Do tego sos koperkowy na bazie lekkiego jogurtu – niebo w gębie.

Zaraz obok „kuleczek” pojawiły się gołąbki – wraz z gotowanymi ziemniakami – ziemniaczki żółte, posypane świeżym koperkiem. Ciut mało sosu jak dla mnie, ale zawsze mogłem poprosić o więcej. Sos chrzanowy – nie za ostry, biały, kremowy. Gołąbki w młodej kapuście, nie spieczone, w środku delikatne mięso z dorsza, lekko przyprawione solą i pieprzem do smaku, kilka ziaren kaszy, cebulka – delikatnie, ale z kopniakiem smakowym – nie pomyślałbym, że z ryby można przygotować niby tradycyjną, a jednak całkiem inną potrawę.

Prochownię wpisuję na bardzo wysokie miejsce w Świnoujściu (nie mogę napisać, że pierwsze, z racji tego, iż nie zwiedziłem jeszcze wszystkich interesujących mnie tutaj restauracji), co więcej, jeżeli się tutaj wybieracie to naprawdę polecam to miejsce. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie, są klasyki, ale też całkiem wyszukane potrawy. Atmosfera rodzinna, miła obsługa, spokojne miejsce, życzliwi ludzie – w sam raz na obiad, kolację, czy po prostu żeby spędzić miło czas.

Kiszone pomidory

Sezon kiszonek w pełni, kisimy ogórki, kisimy kapustę, ale mało kto zdaje sobie sprawę, iż możemy zakisić praktycznie wszystko.

Takie pomidory w zależności od wielkości zazwyczaj są gotowe po 3-4 dniach. Mniej ukiszone nadają się z powodzeniem do kanapek, szynek bądź jako samodzielna przekąska. Mocno kiszone sprawdzą się jako dodatek do gulaszy czy innych potraw jednogarnkowych. Zupa pomidorowa z kiszonych pomidorów to świetna alternatywa dla tej tradycyjnej!

 

Szisz kebab – inny sposób na mielone

Sezon grillowy pełną gębą – pogoda, urlopy, długie dnie – promocje w sklepach na wszelakie mięsiwa. Nic tylko brać portfel, wybierać z oferty i kupować. Następnie szybko nad wodę – odpalamy grilla i już mamy wspaniały obiad „bez roboty”.

Jeżeli część z Was zastanawia się po co moczyć patyczki w wodzie, albo w wodzie z ziołami to już spieszę z odpowiedzią – pierwsze pozwala na to, że patyczki się po prostu nie spalą, drugie – dodają aromatu przyrządzanej potrawie 🙂

Smażony łosoś na sałatach

Łosoś to dla mnie nadal ryba nr 1 w kuchni. Świetnie się prezentuje, równie dobrze smakuje, a do jej przygotowania nie trzeba ani umiejętności, ani czasu. Jest pyszna zarówno z grilla, folii czy po prostu usmażona na zwykłej patelni.

Sos pieczarkowy

Przemierzając sklepowe półki, zawsze biorę kilka pieczarek do koszyka – ot takie małe zboczenie. Grzyby świetnie komponują się z wieloma potrawami, pieczarki dzięki swojemu pieprznemu aromatowi nadają się do jedzenia także surowe. To jedna z moich obowiązkowych pozycji w lodówce.

Klopsy prowansalskie w sosie pomidorowym

Witam w Nowym Roku, wprawdzie mamy już 13 dzień, ale wiadomo – sylwester był „długi”, więc trzeba było nieco się wyspać. Dziś chciałbym zaprezentować Wam przepis, który jest nieco zmodyfikowany, ale zawsze kojarzy mi się z dzieciństwem.

Sposób podania jest zupełnie indywidualny, klopsy smakują dobrze z samym sosem, z bułką czy np. z makaronem albo ryżem.

Ja znam je z ziemniakami i tak też podaję.

Zostaje mi tylko życzyć Wam smacznego!